(Sławomira Klijanowicz, Trzy piętra w dół, "nowy TYGODNIK POWIATU. wiadomości"
- wydanie 08.08.2005)
 
KAMIENNA GÓRA. Co skrywają góry.

Trzy piętra w dół

Legend krążących o kamiennogórskich podziemiach jest bez liku. Tyle opowieści, ilu opowiadających. A prawda? Ta leży gdzieś pewnie po środku. Może nawet tak głęboko, jak głębokie są korytarze sztolni wykute przez więźniów.
Bo to właśnie dzięki niewolniczej pracy więźniów filii obozu Gross-Rosen w 1943 roku rozpoczęto budowę wciąż tajemniczych korytarzy pod Górą Zamkową i Kościelną, a także w okolicy dzisiejszej ulicy Jedwabnej. Pierwsze prace wykonywali żydowscy więźniowie, zarówno mężczyźni jak i kobiety. W Kamiennej Górze w tamtym okresie przetrzymywano w obozie około 600 Żydów. Jednak główne prace rozpoczęto wiosną 1944 r. we wszystkich miejscach jednocześnie. Do wnętrza gór prowadzi po kilka wejść. Te dostępne wiodą przez prywatne posesje i komórki. Jedyny wyjątek stanowi ciąg podziemnych korytarzy przy Jedwabnej. Tam wejście, to po prostu otwór wykuty w skale.
Pod ziemią
   Do sztolni pod Górą Kościelną prowadzą trzy wejścia od strony ulicy Lubawskiej i Parkowej. Dwa dostępne, jedno jest zalane. Wszystkie łączą się ze sobą w różnych częściach korytarzy. To jedne z ciekawszych podziemnych kompleksów Kamiennej Góry. Według niepotwierdzonych informacji pod górą znajdują się trzy kondygnacje korytarzy. Te zbadane to około 1300 m kw. powierzchni i długości 350 m. Po wejściu do środka uderza nie tylko całkowita ciemność, ale i niska stała około 10 stopni temperatura. Czuć w powietrzu wilgoć. I od razu przychodzą na myśl ludzie, którzy zmuszeni byli tu pracować. Wszyscy, którzy w tych korytarzach stracili życie. A korytarze są przestronne. Ich szerokość to 3 metry, wysokość do 2,5 m. Narożniki chodników są wybetonowane, niewielkie fragmenty obmurowywane cegłą. Pod nogami widoczne są podkłady kolejki. W niektórych częściach korytarzy stoi woda, to wina zniszczonych drenów i pozamykanych wyjść. Przy jednym z chodników mieści się wyłożona cegłą sala. Z jej stropu zwisają solne stalaktyty.
   Na stropach chodników pozostały ślady po otworach, w których umieszczano ładunki wybuchowe. Ciekawe też, dokąd wywożono gruz z wykopów. Sądząc po rozmiarach korytarzy ilość usuwanego kamienia była olbrzymia. Ale dokąd go wywożono?
   Tunele się rozwidlają, krzyżują ze sobą. Tylko wytrawny przewodnik jest w stanie nie błądząc przejść przez dostępne korytarze. Największą i zdumiewającą atrakcją podziemnego kompleksu jest ogromna hala o długości 55,5m, szerokości 7m i wysokości 5,2m. Obudowana cegłą, niedokończona, z pełnymi mrocznego wdzięku łukami sklepienia. W jakim celu została wybudowana tak ogromna sala? Co miało się tu mieścić, co Niemcy chcieli ukryć? W tej jednej przynajmniej sali, na pewno zmieściłoby się wiele. Ta największa jak dotąd z odkrytych sal miała być prawdopodobnie połączona z kolejnym wejściem. Jej obudowa z cegły wskazuje na próbę izolacji termicznej. Sugerować to może, iż ta część podziemi miała służyć jako laboratorium lub biura projektowe. A zważywszy na istniejące wówczas zakłady produkujące samoloty, to dalece prawdopodobne. Świadomość, że pod nami są jeszcze dwie kondygnacje jest zatrważająca. I myśl, że te korytarze pochłonęły wiele istnień ludzkich również.
Góra Zamkowa - zwana Cmentarną
   U jej podnóża powstało w ostatnich latach wiele domków jednorodzinnych. Przesłoniły lub zamknęły na zawsze przejścia z tego świata, do mrocznego świata podziemnych tuneli i sal. Te podzamkowe podziemia owiane są wielowiekową tajemnicą. Na początku XIII w. świdnicki książę Henryk Brodaty zbudował na górze zamek. Jak większość średniowiecznych budowli zapewne i ten posiadał podziemia. O nich to krążyły i krążą legendy. O istnieniu na zamku templariuszy również. A ich obecność w Kamiennej Górze łączy się oczywiście ze skarbami.
   Kompleks pod Górą Zamkową jest bodaj największy. Podłóg opowieści miał się tam mieścić szpital. Wejścia do kompleksu jest kilka, rozmieszczone są od strony Zadrny. Te czynne prowadzą podobnie jak w przypadku Góry Kościelnej, przez prywatne podwórka i garaże.
   Łączna długość wyrobisk to około 200 m., powierzchnia 520 m kw. Jeden główny korytarz z nielicznymi bocznymi pomieszczeniami jest częściowo obetonowany. Jego szerokość sięga 2, 5 m. Plan tych podziemi jest imponujący! Ilość korytarzy, bocznych pomieszczeń, kondygnacji! W jakim celu? Po co Niemcy rozpoczęli kolejną budowę wewnątrz góry, nie kończąc ani tej, ani żadnej innej? Co miało tak naprawdę mieścić się w owych korytarzach, a co może się w nich kryć nadal? Tego nie wiadomo.
Dziura w skale
   Spory kawałek za miastem, z niewielkiego wzniesienia rozciąga się panorama miasta. Jak na dłoni widać Górę Kościelną. A ponad łąki wyrasta pokaźnych rozmiarów skała. Wejście zostało zabezpieczone metalową kratą. Nie stanowiło to jednak przeszkody dla poszukiwaczy skarbów i przygód. Bo najwyraźniej właśnie poszukiwacze powojennych skarbów penetrowali ten ciąg korytarzy. W porównaniu z wyżej opisywanymi, te podziemne chodniki są w pewnym sensie przyjemne. Tu również panuje jednakowa przez cały rok temperatura około 10 stopni, ale jest sucho. Nie czuć wilgoci w powietrzu. Pewna część tunelu, jego ścian zbudowana jest w bardzo interesujący sposób. A mianowicie wyłożona jest betonowymi kształtkami osadzanymi jedna na drugiej na prętach, tworząc półkolisty kształt chodnika. Jednak ktoś zadał sobie sporo trudu by wyrwać ze ściany kilka z nich. Leżą porozrzucane w nieładzie. W jednej z części korytarzy widoczny jest też wyłom w ścianie. Ten kto go zrobił, musiał wiedzieć co kryje się po drugiej stronie. Do usunięcia części ściany musiał bowiem posłużyć młot pneumatyczny, albo ktoś naprawdę silny i zapamiętały w pracy! Praca włożona w jej usunięcie musiała się zapewne opłacać. Z informacji jakie udało mi się uzyskać wynika, że w bocznym korytarzu znajdowała się skrzynia z zawartością na tyle cenną, że warto było drążyć po nią godzinami w litej skale. Co to było? Jedni powiadają, że broń, inni snują bardziej interesujące, acz mniej prawdopodobne opowieści. Jedno jest pewne, ten kto zadał sobie wiele trudu by pracować w ciemnościach, w trudnych warunkach i kuć godzinami, musiał dokładnie wiedzieć, że to konkretne miejsce jest tego warte.
Podziemne chodniki dziś
   Dlaczego Niemcy rozpoczęli budowę kilku podziemnych korytarzy w tym samym czasie, nie kończąc ani jednej z nich? Czy potrzebne było to dla utajnienia pracy, którą skończyli, a o której nikt nie wiedział? Rozpoczęcie budów tak późno, przy zbliżającym się wschodnim froncie musiało przecież czemuś służyć. Czemu? To zagadki, których pewnie nie rozwiążemy.
   Jednak czy można wykorzystać to, co pozostawili po sobie Niemcy? Przypuszczać należy, że sporą atrakcją byłaby możliwość oficjalnego zwiedzania podziemnych korytarzy. I byłaby to atrakcja dla mieszkańców miasta i okolicy oraz dla potencjalnego turysty, który przecież w Kamiennej Górze po zwiedzeniu muzeum, rynku, cmentarza żydowskiego czy ruin pałacu, wyjeżdża nie mając u nas już nic interesującego do obejrzenia.
   Od trzech lat po wykonanych ekspertyzach podziemnych korytarzy, władze miasta nie zrobiły ani jednego kroku do przodu w tej sprawie. Cóż, szybsze i skuteczniejsze okazują władze w pobliskim Marciszowie, przygotowując dla zwiedzających sztolnie w swojej gminie. A my? Na co czekają miejscy burmistrzowie i rajcy? Można mieć tylko nadzieję, że nie na odkrycie wszystkich tajemnic sztolni i tuneli, bo potrwać to może całe wieki.
   Pisząc tekst oparłam się na rozmowie z kamiennogórskim badaczem tajemnic oraz na informacjach Marka Lubicza-Woyciechowskiego.
 
    Uwaga:
  1. Powyższy artykuł zamieszczony został na stronie za zgodą autorki.
 

jartul@poczta.onet.pl  Uwagi, spostrz jartul@poczta.onet.pl eżenia, sugestie  jartul@poczta.onet.pl