(Marek Lubicz-Woyciechowski, Podziemne miasto, "Słowo Polskie" - 10.11.2000)

PODZIEMNE MIASTO

Jednym z najbardziej malowniczo położonych miast w Sudetach jest Kamienna Góra, leżąca w dolinie rzeki Bóbr, pomiędzy Górami Lisimi a Rudawami Janowickimi, na prastarym trakcie ze Śląska do Czech przez Bramę Lubawską. Tędy w 1110 roku prowadził swoje wojska Bolesław Krzywousty. Kamienna Góra leżąc na tak ważnym szlaku komunikacyjnym, w czasie swojej historii była wielokrotnie niszczona, palona, zdobywana przez wojska różnych armii.
 
      W czasie II wojny światowej w Kamiennej Górze i okolicy działo się wiele ciekawych rzeczy. W maju i czerwcu 1943 r. zapadały decyzje w Ministerstwie Lotnictwa o przeniesieniu do Kamiennej Góry ze Schweinfurtu firm Kugelfischer i VKF (Vereinigte Kugellager-Fabriken). Powyższe fabryki były kluczowymi zakładami zajmującymi się produkcją łożysk kulkowych na rzecz przemysłu lotniczego. Zostały one ulokowane w trzech tzw. "Werkach" (tak więźniowie nazywali części zakładu)jako fabryka łożysk kulkowych Kramsta Methner und Frahne. Pierwszy transport w liczbie ok. 800 więźniów z Gross-Rosen przybył do Kamiennej góry 17 lipca 1944 r. i został ulokowany w zachodniej części miasta nad rzeką Bóbr na terenie byłego obozu dla jeńców francuskich. W maju 1945 r. w obozie przebywało ok. 1600 więźniów, głównie Polaków, Rosjan, Czechów, Słowaków.
      Werk I znajdował się w odległości 700 m od obozu, w pomieszczeniach ewakuowanej fabryki lniarskiej. Więźniowie zatrudnieni byli tam przy toczeniu i hartowaniu pierścieni do łożysk kulkowych, była tam też kuźnia. Pracowano na dwie dwunastogodzinne zmiany, w dzień było zatrudnionych 400, a w nocy 300 więźniów.
      Werk II był położony bliżej centrum w odległości 1200 m od obozu. Na jedną zmianę było zatrudnionych 400 więźniów, którzy zajmowali się ostatecznym montażem łożysk, pakowaniem i wysyłką. W odległości 2 kilometrów od obozu, w północno-zachodniej części przedmieścia znajdował się Werk III. W nieskończonej hali tłoczono pierścienie (sztancowano). Pracowało tam 350 więźniów na jedną zmianę. Ciekawą sprawą jest, że do listopada 1944 r. nadzór nad pracującymi więźniami sprawowany był przez jeńców włoskich, radzieckich i cywilnych Niemców. Byli więźniowie: Zdzisław Rałł (P-2930), Antoni Grząka (P-4217), Janusz Karpiński (P-3065), zatrudnieni w fabryce łożysk kulkowych, wspominają w swoich zeznaniach między innymi o alarmach lotniczych. (Podane numery przy nazwiskach więźniów dotyczą numeracji w filii obozu Gross-Rosen w Kamiennej Górze przyp. MLW). Zdzisław Rałł opisuje, jak w połowie lutego 1945 r. ogłoszono alarm przeciwlotniczy. Z satysfakcją obserwował gromady mieszkańców Kamiennej Góry, jak z tobołami pośpiesznie udawały się do schronów (liczba mnoga przyp. MLW) przeciwlotniczych wybudowanych "w stoku góry 200 metrów od obozowych drutów".
      "Alarm dotyczył też więźniów, polecono przerwać pracę i wyjść z fabryki w zorganizowanych grupach. Wszystkich zapędzono do lochu usytuowanego obok schronów dla cywilnych mieszkańców. Loch ten rozbudowywany ciągle przez więźniów był w stanie całkowitego prowizorium. Wykute w skale ściany niczym nie były zabezpieczone przed zawaleniem, z rzadka i bardzo słabo oświetlone, wilgotne. Jedno, co więźniów po wpędzeniu do tego lochu zastanowiło, to potężne stalowe wrota".
      Dalej pisze, że w lochach było brak wentylacji, co powodowało omdlenia wśród więźniów. Natomiast Antoni Grządka opisuje zdarzenie z początku 1945 r. "Oglądaliśmy z przerażeniem przeciągające gromady ewakuowanych więźniów z Auschwitz i innych obozów położonych na wschód od nas. Widzieliśmy, jak wpędzano te gromady na noc w lochy wyżłobione w pobliskim zboczu wzgórza, skąd po każdym takim noclegu wynoszono kupy trupów, uduszonych brakiem powietrza".
      Janusz Karpiński tak opisuje kwietniowy alarm przeciwlotniczy "... w wielkim pośpiechu ogłoszono apel całego obozu i popędzono nas do lochów znajdujących się pod górą po drugiej stronie Bobru, nieopodal obozu. Biegnąc, z daleka zobaczyliśmy wybity w zboczu góry duży otwór. W ten otwór wbiegliśmy popędzani przez esesmanów i szczuci psami. Przekroczyliśmy potężną bramę zrobioną z żelaza, która po naszym wejściu szczelnie zamknęła otwór. Kilka metrów za tą bramą była druga brama zrobiona z żelaznej kratownicy, która również za nami została zamknięta. Wpędzono nas do długiego korytarza, bardzo wysokiego, wykutego w skale, bez obudowy. Po bokach leżały żelazne rury, pręty metalowe, druty. Korytarz był oświetlony bardzo słabym światłem. Jakie to było oświetlenie, nie pamiętam. Następnie popędzono nas do obszernej hali również wykutej w skale. Nie była ona zabudowana. Było tam ciemno. Trochę światła wpadającego z korytarza bardzo mało oświetlało halę, tak że trudno było coś dokładniej zauważyć. Hala ta musiała być bardzo obszerna, skoro wszyscy więźniowie tam zmieścili się. Gdy zamknęły się za nami żelazne wrota ogarną nas strach i niepewność. Sądziliśmy, że tu będą mogli nas zagazować... Zwróciłem się do jednego z zapytaniem (po niemiecku), czy nie chcą nas tutaj wykończyć gazem. Odpowiedział po polsku, że gazów nie użyją, gdyż są tu porobione wywietrzniki do samego szczytu góry... Przypuszczaliśmy, że budują tam jakąś fabrykę." (Powyższe cytaty zaczerpnąłem z "Przeżyliśmy Gross-Rosen", t.I. zeszyt 3).
      Schrony, o których jest mowa w przytoczonych wyżej fragmentach, znajdują się przy ulicy Wiejskiej zaraz za wiaduktem kolejowym. Są to korytarze z małymi bocznymi pomieszczeniami, wykute w skale, biegnące wzdłuż ulicy, obetonowane, a miejscami wykończone cegłą. Posiadają one trzy znane wejścia z wartowniami i śluzami. Wydaje się wielce prawdopodobne, że były to schrony przeciwlotnicze, przeznaczone dla mieszkańców okolicznych domów. W okresie powojennym pomieszczenia te były przewidziane też jako schrony dla ludności, ale porzucone w związku z brakiem funduszy na ich konserwację ulegają powolnej dewastacji. W pewnym okresie były wykorzystywane jako pieczarkarnie.
      Dalej też przy tej samej ulicy, ale już w Daleszowie Dolnym (wieś w latach dwudziestych włączona w obręb Kamiennej góry, obecnie osiedle), znajdują się dwa wejścia do sztolni. Pierwsze z nich, bliżej centrum miasta, murowane, obecnie wykorzystywane jako komórka, przez to niedostępne. Drugie wejście trudne do znalezienia, niczym nie zabezpieczone. Stan tego wyrobiska bardzo zły, nie radziłbym nikomu podejmować prób jego penetracji. Jest to dość długa (60-80 m) sztolnia, prostopadła do drogi, nieobetonowana ani nieostemplowana, z licznymi śladami odpadania skał. Na końcu jest prostopadły tunel biegnący w kierunku pierwszego wejścia. Prawdopodobnie łączy się on ze sztolnią znajdującą się za pierwszym wejściem. Sprawdzenie tego nie jest możliwe z powodu liczby zawałów. Poza tym w odległości ok. 50 m są wyraźne ślady istnienia trzeciego wejścia, które najprawdopodobniej zostało zasypane (być może odstrzelone, a później zbocze zostało zniwelowane). Jest to ten obiekt, do którego byli "zaganiani" więźniowie pobliskiego obozu. Przeznaczenie jego nie jest jasne. Niemcy mogli w tym miejscu budować podziemną fabrykę, pomieszczenia magazynowe, jest mało prawdopodobne, aby miał to być schron, gdyż w pobliżu nie było większej liczby zabudowań (oczywiście poza terenem obozu), ani też dużych zakładów przemysłowych.
      Bardzo ciekawy podziemny obiekt znajduje się pod Górą Zamkową. Według planu obiekt ten miał dwa wejścia i jeden szyb. Wejście nr 1 do tego podziemnego kompleksu jest zawalone i zamurowane. Podziemia nie są wykończone, nad głowami zwisają niebezpiecznie skały. W tunelach są pozostałości torów kolejowych. W sztolniach panuje stała temperatura i wilgotność. Istnieją prawdopodobnie systemy wentylacyjne, być może przez grobowce na pobliskim cmentarzu. Nie ma natomiast wejścia do tych sztolni z kaplicy cmentarnej. Uderzające jest podobieństwo do podziemnego obiektu w Jeleniej Górze, znajdującego się pod Górą Kościuszki. Jest wielce prawdopodobne, że na przedłużeniu tunelu A istnieją jakieś hale. Mówi się także o drugim poziomie wyrobisk. Nie do końca jasne jest przeznaczenie tego obiektu. Wiele wskazuje na to, że miał to być schron przeciwlotniczy, na takie przeznaczenie wskazywałoby jego usytuowanie w pobliżu centrum miasta i kształt zbliżony do wspomnianego obiektu w Jeleniej Górze. Długość wyrobisk wynosi ok. 500 m.
 

jartul@poczta.onet.pl  Uwagi, spostrz jartul@poczta.onet.pl eżenia, sugestie  jartul@poczta.onet.pl